color top line
Nie masz konta?  Utwórz nowe konto  lub  zaloguj się

Call of Duty: WW2 – kompromis czy historyczne faux pas?

Niespełna miesiąc dzieli nas od premiery długo oczekiwanej odsłony popularnej serii FPSów jaką jest Call of Duty: WW2. Otwarte beta testy trybu multiplayer wznieciły kurz bitewny nie tylko na monitorach spragnionych drugo-wojennej strzelaniny graczy, ale też w całym Internecie, a wszystko za sprawą kontrowersji, które wzbudziły decyzje Sledgehammer Games i Activision.

Czarnoskóra kobieta żołnierzem Wehrmachtu

Chyba każdy zainteresowany nowym CoD’em widział screenshota z czarnoskórym mężczyzną, który nosi niemiecki, drugowojenny mundur.
Gdyby akcja gry miała miejsce w północnej Afryce, pewnie nikogo by ten widok nie dziwił. Nie jest bowiem tajemnicą, że Niemcy, gdy grunt pod kołami hitlerowskiej armii zaczynał się zapadać, przymknęli oko na teorię jedynie słusznej aryjskiej rasy i dopuścili w szeregi SS inne narodowości, w tym Arabów (tych czarnoskórych też).

Jednak w samej Europie był to jednak widok rzadki. Owszem, znany jest przypadek czarnoskórego żołnierza w szeregach Wojska Polskiego, muzyka jazzowego o pseudonimie „Ali” , który walczył w Powstaniu Warszawskim, czy pewnie pojedyncze przypadki w Wehrmachcie (Niemcy posiadali kolonie w Afryce).

Niemniej jednak, tworząc swoją postać do trybu multiplayer, mamy swobodę wyboru jeśli chodzi o płeć czy kolor skóry. Deweloperzy tłumaczą się tym, że chcą aby każdy zainteresowany mógł przenieść „siebie” w realia gry i stanąć do walki po jednej ze stron konfliktu niezależnie od płci, pochodzenia czy koloru skóry. Sprytnie, ale nie do końca historycznie…

Ten temat porusza niechlubne karty z historii nie tylko Niemiec, ale też USA, dlatego ograniczę się do stwierdzenia, że mimo iż temat wzbudził wiele kontrowersji, linia obrony deweloperów jest na tyle silna, że w moim odczuciu broni się sama. Multi to przecież zabawa „w realiach” danego konfliktu, a nie wierne odwzorowanie samego pola bitwy.

Kobieta z karabinem na pierwszej linii? Tak, ale bardzo rzadko

Pochylmy się jeszcze przez chwilę nad wyborem postaci do multi i kobiet w armii Niemieckiej czy Amerykańskiej. „Hej, ale był taki film co polska sanitariuszka strzelała z CKMu do bolszewików! I to w 1920 roku!”. Zgadza się, Ochotnicza Legia Kobiet faktycznie brała udział w walkach po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, ale formacja była ochotnicza i została rozwiązana w 1922 roku. Co innego w Armii Czerwonej – tam kobiety chętnie były brane do wojska nie tylko na strzelców wyborowych, ale też kierowców czy pilotów. Czy wiecie, że krasnoarmiejna rekordzistka “ze snajperką” miała ponad 300 potwierdzonych zabójstw?
Jednak nie w armii niemieckiej czy amerykańskiej. Prawdopodobnym jest, że w sytuacjach kryzysowych i one sięgały po broń, ale z założenia pełniły służbę pomocniczą. Były sanitariuszkami, pracowały w łączności czy przy aprowizacji i logistyce. Ale nie walczyły na pierwszej linii.

Może się wydawać, że to głupota, że czepiam się niepotrzebnie (kobiety nieraz dowiodły, że w obliczu zagrożenia potrafią walczyć nie gorzej niż mężczyźni), ale takie fakty psują klimat rozgrywki. A wy co o tym myślicie?

Dodatki do broni? Super, ale dlaczego powojenne?

Ach, te celowniki kolimatorowe. Te holograficzne cuda techniki. Czym byłby Call of Duty: WW2 bez tych ukochanych przez wielu zabawek? Ale zacznijmy od początku.

Pierwsze celowniki optyczne (lunety) powstały pod koniec XIX wieku. Podczas pierwszej wojny światowej zaczęto używać ich przy karabinach dla strzelców wyborowych, aby w końcu stały się pełnoprawnym wyposażeniem każdego karabinu wyborowego. Natomiast celowniki kolimatorowe czy refleksyjne to była zupełnie inna bajka. Ten, który możecie zamontować na MP40 czy Thompsonie powstał w… 1945 roku i nie został wynaleziony dla armii, tylko dla myśliwych, żeby łatwiej im było polować na kaczki.

Faktem jest, że sama technologia była stara, ale zajmowała zbyt dużo miejsca aby zastosować ją gdzie indziej niż na okrętach czy samolotach. Prawdziwym przełomem były lata 70-te, ale dopiero na początku XXI wieku armia USA wprowadziła je do masowego użytku. Po co więc celowniki kolimatorowe w drugowojennym Call of Duty? Pewnie dla ułatwienia rozgrywki, podobnie jak rzadko spotykane na froncie magazynki bębnowe do Thompsona (ale w tym przypadku śmiało można przymknąć oko). Tylko po co? Jeśli ktoś lubi tego typu sprzęt, to ma do dyspozycji kilka poprzednich części serii (ot, choćby trylogia Call of Duty: Modern Warfare). Ta odsłona popularnej serii traktuje o Drugiej Wojnie Światowej. Konflikcie surowym i brutalnym. Bez kolimatorów, pistoletów maszynowych w rękach co drugiego żołnierza (mimo popularności i wielu zalet, PMy były raczej rzadkością) i respawnów. Ale respawny akurat lubimy, prawda? ;-)

No więc kompromis czy faux pas?

Na to pytanie musi już sobie odpowiedzieć każdy z was. Sukces Battlefielda 1 świadczy o tym, że pójście na kompromis przy tego typu rozgrywkach może wyjść grze na dobre. Ale czy Call of Duty: WW2 zadowoli „historyczną” część komputerowych wojowników? To się jeszcze okaże. Trailer Call of Duty zapowiada świetną fabułę, ale czy tam też pójdą na ustępstwa? Tego dowiemy się już niedługo. Na pocieszenie dodam, że w trybie singleplayer swastyka nie zostanie zastąpiona żelaznym krzyżem, a to już coś, prawda? Ja od gry, która mocno czerpie z historii a nie jedynie „rozgrywa się” w danych realiach oczekuję, że będzie nie tylko bawiła, ale i uczyła. A jak ma uczyć, jeśli tę historię zakłamuje? To jest już temat na inny artykuł.
A jakie są wasze przemyślenia? Zostawcie komentarz i dajcie znać, czego oczekujecie od nowej odsłony CoD. Ja nie mogę się już doczekać…

O autorze

Wartownik20
Wartownik20

Brak komentarzy

  • Witamy, gość
Tak Nie