color top line
Nie masz konta?  Utwórz nowe konto  lub  zaloguj się
1

Czarodziejski Flet czyli jak z opery zrobić grę

Nie raz spotykaliśmy się już z grami wzorowanymi na tekstach kultury, takich jak książki czy filmy. Ale jak często widujemy grę opartą na sztuce teatralnej czy operze? Rzadko – to zdecydowanie za mało powiedziane. Więc czemu by i tego nie spróbować! Jedno z naszych rodzimych studiów postanowiło podjąć się tego zadania. Teraz przyszła pora na podsumowanie tego, co udało im się stworzyć. Więc kurtyna w górę, bo na scenę wkracza Czarodziejski Flet.

Czarodziejski flet jest produkcją niezależnego polskiego studia LabLike. Jest ona oparta o libretto jednej z bardziej znanych oper Mozarta pod tym samym tytułem. Strona graficzna odwołuje się od inscenizacji zaprojektowanej przez japońskiego reżysera musicali Amona Miyamoto (który podjął współprace ze studiem na czas tworzenia gry).

Jest to gra logiczna składająca się z 32 poziomów, na których naszym zadaniem jest przesuwanie platform w taki sposób, by nasz bohater mógł dotrzeć do wyjścia (drzwi z napisem “exit”). Na pierwszy rzut oka wygląda prosto, jednak twórcy zapewnili nam w niej kilka dodatkowych ‘smaczków’ urozmaicających rozgrywkę.

2

 Tak blisko a jednak tak daleko. Tamino stwierdził, że nie idzie dalej. Małpa stwierdziła, że nie idzie dalej. A my stoimy załamując ręce.

W grze wcielamy się w postać zagubionego księcia Tamino. Lecz to nie zgubienie drogi jest jego największym problemem. Zobaczył on bowiem zdjęcie pięknej księżniczki Paminy – i zakochał sie w niej bez pamięci. Trochę jak z kiepskiej komedii romantycznej, prawda? Tak czy siak nie spocznie póki nie połączy się ze swoją ukochaną (fakt, że nigdy nie widział jej na żywo, nie wspominając krótkiej chociażby o rozmowie, wydaje się mu mało przeszkadzać). A naszym zadaniem jest poprowadzić go za rączkę tak, aby nic go po drodze nie złapało,  nie zgniotło, bądź nie pożarło. Niestety nie wybrał on najszczęśliwiej, bowiem Paminę porwał i uwięził zły Sarastro i wygląda na to, że nie jest on za bardzo skory do współpracy. Więc co nam w takiej sytuacji pozostaje? Przecież Tamino nie może sobie tak po prostu odpuścić, prawda? Zatem z ciężkim westchnieniem podążamy wraz z nim po usianej puzzlami krainie z każdym poziomem coraz bardziej zbliżając się do jego księżniczki.

Twórcy zadbali o to, by gra nie wydała nam się zbyt monotonna. Dla przykładu, nie każde pole jesteśmy w stanie przesunąć. Jeśli jest koloru, który można porównać do szarości lub stoi na nim postać oznacza to, że na tyle mocno wbiło się w ziemię (bądź ścianę), iż mimo naszych usilnych prób nawet nie drgnie, no chyba, że osadzona na nim  postać raczy się ruszyć. Zapewne przez męską dumę Tamino, różowe pola również są dla nas niedostępne, możemy nimi ruszać, ale nikt nie może po nich przejść. Dodatkowe pola z drabiną mogą się okazać o tyle użyteczne, co i kłopotliwe. Widok gigantycznych węży niszczących poszczególne pola i sprawdzających nasz refleks w tworzeniu trasy do kolejnej ostoi (jeśli to nam się nie uda możemy skończyć jako przystawka), czy krwiożerczej (z nazwy) małpy, która z jakiegoś powodu się na nas uwzięła, jest dość typowy w tej grze. Zmusza nas to do wysilenia naszych szarych komórek przynajmniej odrobinę i na pewno wprowadza trochę zróżnicowania do typowych, monotonnych po pewnym czasie, manewrów stosowanych zazwyczaj w  puzzlach.

W tym miejscu należy podkreślić też, że nie będziemy poruszać się po klasycznej płaskiej planszy. Na wyższych poziomach twórcy zastosowali coś w rodzaju mapy w 3D. Pomysł sprowadza się to do tego, że stoimy na jakimś kontenerze na ścianie, a dostać się mamy do wyjścia, które znajduje się na podłodze po drugiej stronie mapy bądź na odwrót. Niestety bohaterom, którymi przyjdzie nam grać, brakuje trochę sprawności. Nie przyjdzie im do głowy, że z takiego klocka można zeskoczyć na inny, położony zaledwie jeden poziom niżej. O nie. Ich największym wyczynem jest poruszanie się marszem bądź biegiem we wskazane przez nas miejsca po linii prostej. Oznacza to tyle, że to my mamy rozkminiać, jak przenieść postać z jednego poziomu na inny. Przydaje się  w tym miejscu fakt, iż czasem nadarza się możliwość równoczesnego sterowania dwoma (lub nawet trzema) postaciami. System guzików i fakt, że wszystkie postacie naraz muszą mieć otwartą drogę do wyjścia dodaje tylko miłego utrudnienia do całej rozgrywki.

3

Co jako pierwsze przychodzi nam do głowy, jak myślimy o grze opartej na operze? Zapewne muzyka. W końcu jest to jej główny element, prawda? W tym miejscu Czarodziejski Flet przynosi nam trochę zawodu. Nie z powodu źle dobranej ścieżki dźwiękowej. Wręcz przeciwnie, utwory bardzo pasują do tematyki gry i na pewno zachwyciły już niejedno ucho. Problemem jest tu raczej brak większego zróżnicowania. W całej produkcji jesteśmy w stanie wyróżnić może trzy zapętlone utwory. Jest to lekki niedosyt biorąc pod uwagę, że gra jest oparta na operze. Kolejną rozczarowującą rzeczą, choć tym razem jest ona bardziej zrozumiała, jest brak jakichkolwiek pieśni w całej produkcji. W zasadzie, to brak jakiegokolwiek głosu którejkolwiek z postaci gry. Jedyny głos, jaki jest nam dane słyszeć jest głosem narratora, który ma za zadanie przeprowadzić nas przez opowieść. Zarówno podczas poziomów, jak i cutscenek.

Och, ale nie można przecież skupiać się na samej ścieżce dźwiękowej. Równie ważne jest to, co dane nam jest zobaczyć. Pierwszym co przyszło mi do głowy patrząc na grafikę w grze było przekonanie, że chyba studio zatrudniło trzech grafików i każdemu dało inne zadanie do wykonania, po czym ich pomyły zostały sklejone w całość. Mianowicie tła są zrobione z niezwykłą dokładnością, aż miło się na nie patrzy. Z drugiej strony mamy za to ‘podłogę’ po której chodzą bohaterowie. Jest ona zrobiona zupełnie inaczej, w o wiele bardziej minimalistycznym stylu. A same postaci to już w ogóle inna bajka. Są one zrobione w stylu… kwadratowym. Wyglądają, jakby ktoś robiąc model zapomniał o dorobieniu mu twarzy. Jednak te trzy elementy złączone na jednej planszy dają dość nietypowy , którego niejedna z gier tego typu mogłaby pozazdrościć.

Co do samej rozgrywki. Nie da się ukryć, z puzzli nie da się wyciągnąć jakiś zapierających dech w piersiach przeżyć, które będzie się pamiętać przez lata. Jednak nie można powiedzieć, że nie jest ona interesująca. Wręcz przeciwnie, w Czarodziejski Flet gra się bardzo przyjemnie, a dodatkowe utrudnienia wprowadzane wraz z pokonywaniem kolejnych poziomów nie pozwalają nam się długo nudzić. Oczywiście nie obyło się bez bugów (jednak to raczej moje szczęście, niż wina gry). Są też dwa minusy, które mogą popsuć rozgrywkę.

4

Pierwszym z nich jest przeskakiwanie między lokacjami. Gra podzielona jest na poszczególne etapy zawierające po kilka poziomów. Z daleka wydaje się to dobry pomysł. Z bliska jest trochę gorzej. W jednym momencie narrator opowiada o Ozyrysie, w następnym goni cię małpa ,a poziom dalej zmuszasz wartowników do tańca. A najciekawsze jest to, że przeskoki są tak gwałtowne, że nawet nie zdążysz się zastanowić co się właściwie stało.

Drugim z błędów jest jej długość. Gra zawiera bowiem jedynie pierwszy akt opery. Prowadzi to do tego, że jesteśmy w stanie przejść ją średnio w czasie od 2 do 4 godzin. I raczej nie będziemy wracać by przechodzić ją po raz kolejny.

Podsumowując: Czarodziejski Flet jest fajną gierką logiczną z ciekawą oprawą i widocznym pomysłem. Bo w końcu jak często spotykamy produkcje oparte na dziełach wielkich kompozytorów? Jednak jest tylko jedną z tych gier, w którą możemy sobie pograć z nudów jadąc autobusem lub czekając w poczekalni przed wizytą u lekarza. Jest w stanie czasami nawet nas zachwycić, jednak nie starczy nam ona na dłużej niż 3 czy 4 godziny, bądź wieczór przed komputerem. Nie jest to bowiem produkcja, w której czujesz potrzebę cofania się do wcześniejszych poziomów, by poprawić swój wynik. Jednak, moim osobistym zdaniem, jest ona warta pobrania na telefon gdyż możemy z nią spędzić bardzo przyjemne godziny, mimo że będą stosunkowo nieliczne.

5

 Jeden z poziomów stworzony do poruszania się za pomocą dwóch postaci. Tylko jest jeden problem. Czy ktoś może widzi Papageno?

O autorze

Nigercorvus

Dobry. Gram w gry i dzielę się tym ze światem!

Jeden komentarz

  • Witamy, gość
Tak Nie